Uncategorized

Post niespodzianka: jak rozpisuję moją dniówkę (wideo!)

Szczerze mówiąc dłuuuugo zastanawiałam się, co dokładnie napisać w tej niespodziance, bo pomysłów było kilka i ten, który tu zrealizowałam, jest paradoksalnie… z wczoraj! 😀 Będąc na zakupach w Netto (nie, wcale nie poszłam tam po to, by obejrzeć prezentowane na grupie Bullet Journal Polska taśmy washi 😉 ) na wyprzedaży trafiłam na tzw. gęsią szyję, czyli wyginany uchwyt do smartfona, który można zaczepić np. o biurko. Kosztował mnie niecałe 20 zł i od razu w domu zabawiłam się w reżysera. Tak oto powstał poniższy filmik, w którym pokazuję i opowiadam, jak wygląda moja codzienna rutyna pracy z bullet journal. 🙂 Mam nadzieję, że się wam spodoba!

daily log, moje, monthly log, początki, przydasie, rozkladowka

Moje: mój pierwszy bullet journal

IMG_9574.jpg

Jak dowiedziałam się o bullet journal?

Każdy z nas kiedyś zaczyna prowadzić bullet journal. W jakimś sposób się o tym dowiaduje, potem zagłębia w temat, stara się dowiedzieć więcej… W moim przypadku było podobnie. 🙂

Nie pamiętam dokładnie, na której stronie internetowej dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego, jak bullet journal, ale idea prowadzenia jednego notesu do zapisywania wszelkich planów i zadań bardzo mi się spodobała, w szczególności, że wtedy (lipiec 2015) byłam w trakcie wykańczania domu, co oznaczało ogrom obowiązków i rzeczy (oraz ludzi) do upilnowania. Bullet journal wydawał mi się – w przeciwieństwie do prowadzonego wtedy kalendarza – idealnym rozwiązaniem, bym nie zapomniała o takich bzdetach, jak kupno fugi w kolorze AXH23ogórek819marchewka14 dla pana płytkarza.

W każdym razie, jak tak o tym myślę, to o bullet journal najprawdopodobniej dowiedziałam się albo z facebooka albo z YouTube, albowiem były to wtedy najczęściej odwiedzane przeze mnie portale i jedne z tych, które same ci podsuwają treści do przeczytania. Później szybko trafiłam na stronę Rydera Carolla, gdzie obejrzałam słynny filmik. Tu muszę przyznać, że oglądałam go trzykrotnie, bo z początku nie umiałam zrozumieć, jak ten system działa. Sprawa stała się dopiero jasna, gdy zasiadłam do rozpisywania pierwszego zeszytu.

Jak wyglądał mój pierwszy bujo?

IMG_9560.jpg
Pierwszy bullet journal w zeszycie z Biedronki

Był to najzwyczajniejszy w świecie zeszyt z Biedronki, kupiony podczas akcji „szkoła”, ponieważ był to koniec lipca i Biedronka oraz inne dyskonty ruszyły do ataku na biednych uczniów, strasząc powrotem do szkoły. 😉 Zeszyt kosztował mnie jakąś 1-2 zł i z początku zdecydowałam się na 60-kartkowy w kratkę. Od początku zakładałam jednak, że będzie to zeszyt „testowy” i po pierwszym miesiącu zainwestuję w ładniejszy i trwalszy notes. Za sprawą bloga Boho Berry, wiedziałam już wtedy o Leuchtturmach i w nie celowałam. Ponieważ jednak dobrze znam siebie i mój słomiany zapał, najpierw postanowiłam przetestować ideę bujo w zwykłym, tanim zeszycie. Tak też zrobiłam i w sierpniu pisałam już w szmaragdowym LT1917… w linie! Choć amerykanki zachwycały się notesami w kropki, ja sceptycznie podeszłam do tego rozwiązania i z miejsca odrzuciłam kropki. Wybór stanął między kratką i linią, jednak linia wygrała, bo do dziś wolę w takich zeszytach pisać, zwłaszcza pamiętniki. Miłość do kratki zostawiłam w czasach szkolnych.

Pierwsza rozpiska

Paradoksalnie nadal mam ten zeszyt z Biedronki, bo potem przeznaczyłam go na notatki do pracy i o dziwo zapisałam do samego końca, a potem zachowałam. Wyglądał on tak:

IMG_9561.jpg
Pierwsze strony – niezły misz-masz! 😀
IMG_9562.jpg
Tu już trochę estetyczniej…

Jak widzicie, pierwsze bujo zapiski zostały przeze mnie pobazgrane, albowiem potem przepisałam je do LT1917, więc i tak się zachowały. Nie szalałam, wykorzystałam posiadane już pisadła i przede wszystkich zachowałam oryginalną formułę Rydera Carolla, czyli prostotę. Rozpisałam notes mając przed oczami jego wideo i po kolei pauzowałam, pisałam, pauza, rozpiska. Popełniłam jednak mały błąd w tym zeszycie testowym, który potem powieliłam w Leuchtturmie, gdy przepisywałam rozpiskę.

Mianowicie, w zeszycie testowym kompletnie olałam future log, bo wiedziałam, że i tak będę się przenosić. Problem polegał na tym, że choć zajrzałam ponownie do wideo Rydera Carolla, to przy rozpisywaniu LT1917 kompletnie ZAPOMNIAŁAM O FUTURE LOGU. Rozrysowałam sobie legendę, indeks już tam był, po czym z radością przeszłam do przepisania dniówek z lipca. Ups.

Najpierw machnęłam ręką i stwierdziłam, że w sumie nie jest mi żaden future log potrzebny, bo mój bullet ma być głównie do zadań bieżących i związanych z budową, urządzaniem domu i ogólnie domem. Jak wiecie, los lubi dać nam w przysłowiową twarz i po paru dniach potrzebowałam zanotować przegląd kotłowni. Miał on wypadać za rok i dokonanie go było na tyle istotne, że od tego zależała dalsza gwarancja pieca.

Acha.

No cóż, to trzeba rozpisać ten future log.

Sierpień już zrealizowany prawie w całości, a ja future loga nie mam. Co zrobić, dać go po sierpniu? Wyliczyć ilość kartek, która mi potrzebna na sierpień i wtedy rozpisać? Ale symbole nie będą się wtedy zgadzać z legendą, bo strzałka do przodu oznacza przecież przeniesienie zadania na następny dzień/miesiąc… Miałam zagwozdkę, ale na szczęście szybko doszłam do wniosku, że mogę napisać future log… Z tyłu, tuż przed pen testami. Tak też zrobiłam.

IMG_9577
Future log po powrocie do bujo – o wiele lepiej wykorzystywany, niż na początku 😉

Żeby było śmieszniej, to w zasadzie w z future loga nie korzystałam. 😀 Dlatego też puste miesiące szybko stały się poligonem dla kupowanych przeze mnie pisadeł. Dopiero w sierpniu tego roku, gdy przeprosiłam się z bujo po dłuższej przerwie w prowadzeniu go (pisałam o tym w notce „Kto ja jestem: bullet journal 101”), zaczęłam aktywnie oddelegowywać i notować zadania na nadchodzące miesiące. Nie jest to jakaś pokaźna ilość, ale teraz już wiem, że to element w bujo niezbędny.

Czym pisałam w pierwszym bullet journalu?

IMG_9566.jpg
Żelopisy Pentel Energel. Większość z końcówką 0.7, ten biały z prawej jest 0.5. Najchętniej piszę pierwszym z lewej, na czarno. 🙂

W pierwszym bujo nie korzystałam z dużej liczby długopisów czy cienkopisów i początkowo odrzuciłam też ideę wykorzystywania taśm washi („Na cholerę im te tasiemki?!”). Miałam jednak ulubione przybory, a były to (i nadal są, choć obecnie piszę nimi głównie na uczelni) żelopisy Pentel Energel (końcówki 0.5, a zwłaszcza 0.7) i linijka. Stara taka, jeszcze używana przeze mnie w szkole. Kredki też miałam jakieś po gimnazjum, jednak nie rysowałam nimi w bujo. Jak napisałam wcześniej – chciałam być wierna prostocie, którą założył Ryder Caroll. Nie odwiedziałam wtedy zbyt wielu stron poświęconych bujo, nie miałam pojęcia o istnieniu specjalnych grup na fb, nie miałam Instagrama. Wiedziałam, że można prowadzić bujo na kolorowo, ale sprzeciwiałam się temu.

Teraz, gdy oglądam swój dzisiejszy bullet journal, to widzę, jak wiele się zmieniło, w moim podejściu do niego oraz w liczbie używanych „przydasi” (czyli artykułów papierniczych, które przydają się do prowadzenia bullet journal), a także czasu poświęcanego na pisanie go. Stało się to przyjemnością połączoną z produktywnością, a przede wszystkim cieszy moje oko. Wciąż jednak szukam, zmieniam, próbuję nowych rzeczy, selekcjonuję i wyrzucam niesprawdzone rozwiązania.

Przygoda trwa.

kto ja jestem, początki, rozkladowka

Kto ja jestem: Bullet Journal 101!

tytulowa.jpg
Tak wygląda mój aktualny bujo i dniówka! Bardzo chciałam wam podziękować za tak duże zainteresowanie moim blogiem, facebookiem i Instagramem! ^_^

Ahoj! Dzisiaj rozpoczynamy serię postów prezentujących podstawowe informacje o bullet journal. Seria ta została nazwana przeze mnie „kto ja jestem” (bullet journal mały… 😉 ). Podobnie jak typowe zagraniczne serie z dopiskiem „101”, seria ta stopniowo będzie wprowadzać zagadnienia dotyczące różnych aspektów rozpoczynania, rozpisywania, prowadzenia i wreszcie przenoszenia bullet journal (do nowego notesu). W dzisiejszej notce opowiem o tym, czym w ogóle bullet journal jest, kto go wymyślił, a także jak wygląda podstawowa rozpiska. Długopisy i notesy w dłoń, ruszamy!

Czym jest bullet journal?

Bullet journal (zwany też w skrócie „bujo”, od pierwszych sylab obydwu wyrazów), jeśli podejść do niego od strony lingwistycznej i rozbić go na czynniki pierwsze, to z angielskiego dosłownie znaczy on „dziennik z wypunktowaniem”, „dziennik wypunktowany” lub „dziennik punktowy” (ta ostatnia nazwa to moja skromna propozycja tłumaczenia, która przyszła mi do głowy jakieś 2 lata temu, gdy pierwszy raz zetknęłam się z systemem bullet journal). Wbrew pozorom bullet journal nie ma wiele wspólnego z pociskiem (ang. bullet), lecz chodzi o wypunktowanie.

Bullet journal jest systemem planowania, podobnie jak gotowe do kupienia kalendarze czy rozmaite plannery. Jego zadaniem jest pomoc w organizacji twojego życia zarówno zawodowego, jak i prywatnego, poprzez wynotowywanie, jakie zadania w danym dniu i w najbliższej przyszłości powinnaś wykonać, które już wykonałaś i w związku z tym nie musisz sobie nimi zaprzątać nimi głowy. Zadania można też oczywiście dowolnie modyfikować, a nawet z nich rezygnować, jeśli się przedawniły i nie ma konieczności już się nimi zająć.

Wideo opublikowane przez Rydera Carolla, pokazujące krok po kroku, jak założyć swój własny bullet journal (napisy są dostępne także w języku polskim!)

Według Rydera Carolla, który system opracował, system ma przede wszystkim zastąpić niezliczoną ilość nieuporządkowanych i porozrzucanych byle gdzie notatek, karteczek samoprzylepnych, wiecznie wyłączanych przypomnień na telefonie itp. i zamiast tego skondensować je w jednym notesie, w którym notowane będą wszystkie zadania, które musisz wykonać. Mogą to być tak skomplikowane i istotne zadania, jak te związane z pracą czy szkołą, ale również obowiązki dnia codziennego, np. wyprowadzenie psa na spacer czy zakup nowych bucików dziecku. Wszystko, o czym w swoim życiu wiecznie zapominasz, przekładasz lub udajesz, że wcaaaale nie musisz tego zrobić, może znaleźć swoje miejsce w twoim bullet journalu i czekać na realizację.

Jak założyć bullet journal?

Jeżeli kliknęliście i odtworzyliście wideo przesłane przez Rydera Carolla na portal YouTube, to właśnie zobaczyłaś, jak rozpisuje on kolejne strony wersji podstawowej bullet journal. No właśnie – wersji podstawowej. Tak wygląda najprostsza „rozpiska” notesu, która zawiera najważniejsze dla systemu elementy. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by notes urozmaicić w inne strony, listy, czy zapiski. Właśnie o to chodzi w bullet journal – ten notes ma być pisany dla ciebie i pod ciebie. Ty tu rządzisz, ty piszesz, ty ustalasz, co chcesz mieć zanotowane. Możesz się inspirować innymi, możesz ich kopiować, możesz sama wymyślać, ale czy dane rozwiązania sprawdzą się u ciebie i będą ci odpowiadać – zdecydujesz tylko ty.

Podstawowa wersja bullet journal składa się z następujących elementów: indeksu, klucza (nieobowiązkowe), future log („planowanie przyszłości”), miesięcznej rozkładówki, miesięcznej listy zadańdniówek lub tygodniówek oraz list/kolekcji (nieobowiązkowe).

jak rozpisac.jpg

Paradoksalnie, Caroll nie wprowadził pierwotnie tygodniówek do bullet journal. Te powstały z potrzeby użytkowników notesów, który wolą mieć na swoją listę zadań podgląd – podobnie jak w kalendarzach – od razu na cały tydzień. Choć sama nie stosuję tygodniówek, to doskonale rozumiem takie rozwiązanie, bo jednocześnie prowadzę w pracy kalendarz właśnie z rozpisanym na dwóch stronach tygodniem. W swoim bullet journal prowadzę jednak dniówki, a ty wynika ze specyfiki mojej pracy i trybu życia. Twój z pewnością jest inny, a więc inne będą twoje potrzeby (w tym wizualne/estetyczne).

Zanim zaczniemy po kolei rozpisywać twój notes, warto siąść i zastanowić się, czego potrzebujesz w tym notesie. Czy ma on ci pomóc w pracy, w szkole? Czy chciałabyś ująć w nim sprawy rodzinne, towarzyskie? Czy zależy ci na samorozwoju? Bullet z chęcią pomoże ci to osiągnąć, lecz myślę, że warto wpierw zastanowić się, po co go chcesz, co on ma ci pomóc usystemowatyzować, z czym sobie nie radzisz i z czym radzisz sobie świetnie. To trochę jak wizyta u lekarza – „Panie doktorze, boli mnie to i to, ale to i tamto nie, co mam zrobić?

Oto jak rozpisać bullet journak krok po kroku!

notes pisadlo.jpg

Przede wszystkim będą ci potrzebne dwie rzeczy: zeszyt oraz coś do pisania. Zeszyt nie musi być piękny, ważne jedynie, by odpowiadał ci jego format i liniatura (tj. czy jest w kratkę, linię, kropki czy gładki). Podobnie sprawa ma się z pisadłem – możesz pisać nawet ołówkiem, jeśli to z nim się najlepiej czujesz. Może to być długopis, cienkopis, pióro, pisak. Kolor dowolny. W zasadzie to liczba kolorów stosowanych w bujo jest dowolna. 😀 Tu warto zaznaczyć, że jeżeli czujesz, że notes ci nie pasuje i chciałabyś go zmienić – zrób to! Nie wahaj się ani chwili i przeskocz do tego boskiego notesu, który kupiłaś wczoraj w sklepie. I pisz tym super cienkopisem, co dorwałaś go dziś w Empiku. Przecież pisze na taki piękny, różowy kolor, szkoda czekać! 😉

Zanim zapiszesz pierwszą stronę w swoim notesie…

1. Na początek proponuję podpisać swój zeszyt. Wydaje się to banalne i dziwne, ale poza imieniem, nazwiskiem czy ksywką warto zapisać pod spodem jakieś namiary na siebie: telefon, e-mail czy facebooka, a także dopisek: „Na znalazcę czeka nagroda”. Dlaczego? Po to, by nie cierpieć, kiedy notes się gdzieś zawieruszy. Zobaczysz, że już po niedługim czasie przywiążesz się do niego i będzie ci na nim zależeć (a także twoja produktywność i zapisane w nim zadania będą również od niego zależeć). Gubiąc go, poczujesz się, jakby ktoś zabrał ci część siebie. Dlatego lepiej jest, by znalazca twojego notesu wiedział, jak się z tobą skontaktować i notes ci oddać. Te pieniądze czy inna nagroda, którą zaoferujesz znalazcy, naprawdę nie będą cię bić po kieszeni w obliczu szczęścia z powrotu notesu. A kto wie, może będzie to kolejna osoba, która wpadnie w sidła bullet journallingu? 😉

Indeks (spis treści)

indeks.jpg

2. Pierwszą stroną, jaką zapiszesz w notesie, będzie jego indeks (innymi słowy, spis treści). W nim będziesz zapisywać tytuły stron oraz numer lub przedziały stron, na którym znajduje się dany wpis. Warto na taki indeks zostać sobie 3-4 puste strony. Ważnym jest, by wszelkie zapisy w notesie od razu wprowadzać do indeksu. To nie znaczy, że masz wprowadzać każdą dniówkę, wręcz odradzam takie rozwiązanie, bo indeks powinien być jak w książce – przejrzysty. Powinnaś być w stanie znaleźć poszukiwaną stronę dzięki niemu, ale nie przebijając się przez setki wpisów do niego. Zamiast indeksować wszystkie dniówki, indeksuj cały miesiąc. Wiedząc, że np. marzec mieści się na stronach 10-30, spokojnie znajdziesz poszukiwany wpis z dnia 14 marca, po prostu przewertujesz trochę stron, ale w ograniczonej pewnym przedziałem stron części notesu.

Klucz (legenda)

klucz.jpg

3. Następnie można wypisać klucz, według którego będziesz kodować poszczególne rodzaje punktów w notesie. Caroll wyróżnia kilka podstawowych oznaczeń, stosowanych w bullet journal: zadanie, zadanie wykonanie, zadanie anulowane (skreślone), zadanie przeniesione do future log, zadanie przeniesione na następny dzień, wydarzenia (spotkania) oraz notatki. Opracował on też symbole, które towarzyszom tym oznaczeniom. Narysowałam je powyżej. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, byś opracowała swój własny klucz (w tym symbole) i znowu – wyrzuciła lub dodała do niego swoje elementy. Mój pierwszy klucz nie zawierał kwadratów czy kropek (punktów), a duże, puste kółka, gdzie zadania wykonane oznaczałam poprzez stawienie „ptaszka” w kółko. Niektórzy w kluczu stosują kodowanie kolorem, czyli zapisują dane zadanie/wydarzenie innym kolorem w zależności, jakiej kategorii dotyczy (np. szkoły, rodziny, pracy, zakupów, dzieci, przyjaciół itd.).

Future log (planowanie przyszłości)

future log.jpg

4. Future log, czyli planowanie na przyszłość to odpowiedź na pytanie: „A co z zadaniami, które mam wykonać dopiero za miesiąc lub kilka miesięcy?” Future log tworzy się zaraz na początku, za indeksem, a jeszcze przed miesięcznymi rozkładówkami, poprzez podział strony na dwie lub trzy sekcje oddzielone od siebie kreską na całą szerokość strony. Istnieją też jeszcze inne projekty future loga, ale o tym będę traktować w osobnej notce, w całości poświęconej planowaniu naprzód. Tu przedstawiam future log w pierwotnym założeniu Carolla.

W każdym razie, każdą sekcję, oddzieloną kreską, nazywasz po kolei nazwami miesięcy na cały rok do przodu. Jeśli twój future log zachodzi na nowy rok (bo nie zaczęłaś go w styczniu, a np. w połowie roku), napisz też najlepiej rok przy każdym miesiącu. Pod odpowiednimi miesiącami będziesz wpisywać zadania, wydarzenia czy spotkania, które czekają cię w danym miesiącu.

I w tym miejscu ważna uwaga – w notesie numerujemy strony. Zapisujcie po prostu w dolnym rogu kartki jej numer. Zacznijcie już od future log i zapiszcie go w indeksie. Można od razu ponumerować wszystkie strony w notesie albo też robić to na bieżąco. Można też zrobić to np. po skończeniu miesiąca (kiedy siłą rzeczy będziesz go wprowadzać do indeksu). Możesz też oczywiście kupić notes już z ponumerowanymi stronami (patrz mój future log wyżej).

Rozkładówka miesięczna (kalendarz)

kalendarz.jpg

5. Następnie przechodzimy do miesięcznej rozkładówki (ang. monthly log). Teraz ten termin w zasadzie już określa całość stron przygotowanych na dany miesiąc, ale znajdujących się przed dniami/tygodniówkami, czyli zarówno rozlokowanie zadań po poszczególnych dniach, wypisanych w jednej liście z datami po kolei, jak i wypisaną listę zadań nieprzyporządkowanych do poszczególnych dat. O kompozycji miesięcznej rozkładówki również będę pisać w osobnej notce, bo –  podobnie jak dniówki, które też będą opisane dogłębniej w osobnej notce – jest to temat rzeka, a pomysłów na rozwiązania i rozpiskę jest cała masa. Ale wracając do podstawowej miesięcznej rozkładówki – umówmy się, niektóre zadania ciężko obciążyć terminem ich wykonania, np. „przeczytaj 2 książki”, „rozeznaj się w sprawie mieszkania”. Takie zadania możemy zrobić wtedy, gdy mamy na to czas i najważniejsze jest, by zostały wykonane do końca miesiąca.

Ryder Caroll rozróżnia właśnie rozkładówkę od listy zadań. Najprościej taką rozkładówkę zrobić, na samej górze nowej strony robiąc nagłówek z nazwą miesiąca, np. „marzec”, a potem spodem zapisać liczby od 1-31 (w zależności od tego, ile dni ma dany miesiąc), każda w nowej linijce. Tu polecam obok liczby zapisać również pierwszą literę dnia tygodnia – to bardzo pomocne, jeśli operujemy głównie dniami tygodnia, a nie datami. Łatwiej się też wtedy zorientować, jak musimy rozplanować zadania, jeśli np. na koniec miesiąca mamy do oddania projekt, a w jego skład wchodzi więcej pomniejszych zadań do wykonania. Po rozpisaniu zadań wg dat przechodzimy do niedatowanej listy zadań.

Miesięczna lista zadań

lista zadan.jpg

6. Lista zadań zawiera wszelkie zadania przewidziane na dany miesiąc. Nawet, jeśli coś macie wykonać pierwszego danego miesiąca, wpisujecie to zadanie do miesięcznej listy zadań i tak. Będzie ona waszą bazą do rozplanowywania zadań i wpisywania ich w dniówkach. Należy tylko pamiętać, by odhaczając zadanie z dniówki zrobić z nim to samo w liście zadań na miesiąc! Inaczej może dojść do tego, że to samo zrobicie dwa razy, a przecież nie o to chodzi, prawda? 🙂

Dniówka i tygodniówka

dniowka.jpg

7. Przedostatnim elementem bullet journal są dniówki (ang. daily log) lub tygodniówki (ang. weekly log), bo ten wariant również cieszy się sporym poparciem. Ja na początek polecam spróbować z dniówkami, a jeśli okaże się, iż są one dla ciebie niewystarczające, to zaryzykuj tygodniówki. Można też spróbować tygodniówkę wraz z dniówką (sama testowałam ten wariant, niestety nie sprawdził się, bo tygodniówka była w zasadzie pusta). W dniówkach wpisujesz listę zadań na dany dzień, ale również swoje notatki, uwagi, dlatego też dniówki powinno się tworzyć dzień przed, a tygodniówki w niedzielę. Wtedy masz pewność, że na dany dzień starczy Ci miejsca. Umówmy się, właśnie po to najczęściej ludzie odchodzą od gotowych kalendarzy – bo nigdy ilość miejsca przeznaczona na dany dzień czy okres nie starcza lub jest wręcz za duża. Bullet journal jest narzędziem na tyle elastycznym, że pozwala Ci dostosowywać ilość miejsca na każdą dniówkę – zamkniesz ją dopiero na koniec dnia, gdy będziesz mieć pewność, że już nic nie dopiszesz danego dnia.

Nie rób dniówek, tygodniówek czy rozkładówek miesięcznych z wyprzedzeniem – gwarantuję ci, że będziesz tego żałować. Bullet journal z natury ewoluuje wraz z tobą, twoimi potrzebami i przede wszystkimi pomysłami, i w związku z tym na bieżąco będziesz wprowadzać odpowiednie zmiany. Rozpisanie całego roku do przodu (tak, zdarzały się takie przypadki), podczas gdy znudzi lub nie sprawdzi ci się dany rozkład, mija się z celem i najczęściej skutkuje przenosinami do nowego notesu, gdzie, już nauczona doświadczeniem, robisz wszystko na bieżąco. Zacznij więc tę praktykę od samego początku. 🙂

Kolekcje

kolekcje.jpg

8. Ostatnią częścią składową bullet journal są kolekcje. Są to w zasadzie strony z listami, zapiskami, rysunkami i innymi sposobami porządkowania wiedzy, czy pomysłów, które odpowiadają twoim potrzebom. Może to być lista zakupów na dany tydzień, może być lista książek do przeczytania, ale też luźne zapiski, np. pomysły na prezentację czy wręcz zapisane notatki z wykładu. Pełna dowolność i zarazem wolność – albowiem to właśnie dzięki kolekcjom bullet journal staje się TWOIM narzędziem, dostosowanym do ogarnięcia TWOJEGO życia. Ważnym jedynie jest, by kolekcje indeksować – jest to o wiele istotniejsze od wpisywania do indeksu rozkładówek, bo kolekcje powstają na bieżąco i po prostu możesz zapomnieć, że taką stworzyłaś. Albo potem zastanawiać się „gdzie ja to zapisałam?”. Dlatego też po stworzeniu kolekcji natychmiast wpisz jej tytuł do indeksu, wraz z numerami stron, na których się znajdują.

Jak działa system?

Po przygotowaniu notesu (rozpisaniu go) możesz zacząć go używać. Tu można rozróżnić dwa rytuały: dzienny i comiesięczny.

Każdego dnia zasiadasz do notesu i rozpisujesz zadania, najlepiej dzień przed lub też tego dnia rano, zanim dzień na dobre się rozpocznie. Zaglądasz do miesięcznej rozkładówki i wpisujesz najpierw zadania z kalendarza, jeśli znajduje się w nim jakieś zadanie przewidziane na dzisiejszy dzień wg daty. Następnie patrzysz na swoją luźną listę zadań i wybierasz te, które wykonasz danego dnia. Następnie na pewno do głowy wpadną ci też inne pomysły na zadania (także w ciągu trwania dnia) – wpisuj je do dniówki. Realizuj. Każdego dnia powtórz ten proces. Jeśli nie zrealizujesz jakiegoś zadania – możesz je oddelegować na następny dzień lub skreślić – zostanie i tak w liście zadań na dany miesiąc, więc i tak będziesz widzieć, że jest ono dalej do zrobienia.

Natomiast na koniec miesiąca, czyli kiedy już nie masz miesięcznej rozkładówki na następny miesiąc, po prostu tworzysz ją od nowa, z nazwą kolejnego miesiąca. Znów rozpisujesz dni po kolei, jak również tworzysz listę zadań. Jednakże, licząc od twojego drugiego miesiąca nastąpi pewna zmiana – zaczniesz korzystać z future log.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że przy rozpisywaniu zadań w miesięcznej rozkładówce najpierw zaglądasz do future log i przepisujesz wprowadzone tam zadania na nadchodzący miesiąc. Przykładowo: mamy koniec marca, musisz zrobić nową rozkładówkę na kwiecień. Otwierasz więc swój future log na kwietniu i przepisujesz zadania z future log do nowo założonej miesięcznej rozkładówki na kwiecień.

Drugą zmianą, jaka następuje, jest refleksja. Musisz przejrzeć kończący się miesiąc i znaleźć wszystkie zadania, które w danym miesiącu wykonałaś i zapomniałaś skreślić, a potem te, które zostaną (bo nie zostały jeszcze wykonane), przenosisz do nowego miesiąca. Przenosząc dane zadanie zastanów się, czy nadal jest ci ono potrzebne i możliwe do wykonania. Bo jeśli np. masz napisane „kup prezent na urodziny Stefana”, a Stefan urodził się 13 marca, to Stefanowi raczej już prezentu nie kupisz, prawda? W końcu jego urodziny już minęły.

Dlatego dobrze zastanów się, co jest dalej warte twojego zachodu i wprowadź to do nowego miesiąca lub do future log, jeśli decydujesz się dane zadanie odłożyć na dużo później. Pamiętaj tylko, by zastosować przy takim niewykonanym zadaniu odpowiednią symbolikę – standardowo wyrzucenie zadania do future log oznacza się strzałką W LEWO (bo future log znajduje się wcześniej w twoim notesie), a na następny miesiąc strzałką W PRAWO (bo będzie się on znajdował na kolejnych kartach notesu). Każdego miesiąca powtarzasz ten proces.

To by było na tyle, jeśli chodzi o podstawy korzystania z bullet journal. Szerzej o wszystkich wypunktowanych tutaj aspektach i elementach bullet journal będę pisać w poszczególnych notkach, bardziej szczegółowo omawiając dane zagadnienia. Na koniec zostawiłam tylko jeszcze jedną sekcję… 🙂

Ważne wskazówki:

Wskazówki te opracowałam na podstawie moich własnych doświadczeń, jak również porad, które zostały udzielone na forum Bullet Journal Polska oraz Bullet Journal Junkies (grupy facebookowe o bullet journal).

  • Nie próbuj na siłę stosować rozwiązania, które Ci nie odpowiada. Ja na przykład wyrzuciłam zupełnie rozkładówkę miesięczną, zostawiłam tylko listę zadań – bo mało co jest u mnie ograniczone konkretnym terminem. Terminy, które mam narzucone w pracy, prowadzę w Excelu, ale to wynika ze specyfiki branży, w której pracuję – wszyscy w firmie muszą mieć do tego dostęp, nie tylko ja. Jeśli już faktycznie coś dzieje się w konkretnym dniu i o konkretnej godzinie – wpisuję tę datę i godzinę przy konkretnym zadaniu w liście zadań na dany miesiąc i do tego koloruję lub stawiam wykrzyknik, żebym ten termin widziała przy przenoszeniu do dniówek. Szkoda mi całej kartki na prawie pustą rozkładówkę, gdy lista zadań w zupełności zdaje egzamin, a zadanie zostaje wykonane. To samo dotyczy też kolekcji!
  • Papugowanie innych jest dobre, o ile towarzyszy temu wspomniana refleksja. Oznacza to, że nie ma nic złego w kopiowaniu pomysłów lub wręcz projektu kolekcji czy rozkładówek od innych – o ile przy ich używaniu zastanowisz się, czy ich format też ci pasuje oraz czy w ogóle potrzebujesz takiej strony. Przykład ode mnie: dużo osób prowadzi listę książek do przeczytania, ja nie. Listę książek i przeczytanych i do przeczytania prowadzę w portalu GoodReads. W podobny sposób spróbowałam i zrezygnowałam z tygodniówek, choć niektóre ich projekty naprawdę zachwycają i są świetnie przemyślane. Ale to po prostu nie moja bajka. 😉
  • Eksperymentuj! Szukaj inspiracji, kopiuj, wymyśl coś sama i zastosuj, spróbuj! Prawda jest taka, że jak sama nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć, czy coś ci jest potrzebne i jakich modyfikacji potrzebuje twój bujo. Może się okazać, że ta podpatrzona rozkładówka jest zbliżona do tego, czego szukasz i dokonasz w niej tylko kosmetycznych zmian. Za to bardzo lubię środowisko użytkowników bullet journal – jakoś nie mamy pretensji do innych, jak ktoś podbiera nasz projekt, o ile oczywiście nie przypisuje sobie jego autorstwa – tego nie cierpi żaden twórca. Można powiedzieć, że to wręcz powód do dumy – „Hej! Wymyśliłam coś, co teraz stosuje ktoś inny! Yes!”. Oczywiście, nie zaszkodzi zapytać autora projektu, czy możesz wykorzystać jego dzieło. Kultura zawsze jest w dobrym tonie! 🙂
  • Zacznij prowadzić bujo od prostego rozkładu Rydera Carolla. Nie rzucaj się od razu na te piękne bujo, które na pewno za chwilę wyguglujesz. Takie efekty otrzymuje się po miesiącach lub latach prowadzenia notatnika i – podobnie jak ze wszystkim – to jest kwestia wprawy. Ja na przykład nie umiem rysować. Najczęściej przerysowuję jakieś proste kształty (tu polecam wyszukiwać „doodles„), a jeszcze częściej używam po prostu naklejek lub jakiś wycinek z gazet. Do obecnego wyglądu i układu doszłam kilkumiesięczną metodą prób i błędów. O tym, jak „ślicznie” wyglądał mój pierwszy bujo będę pisać już w następnej notce. Zobaczycie, że każdy zaczyna od dziwnych układów, projektów, których potem się wstydzi. 😉
  • Zacznij prosto, możesz nawet początkowo ominąć kolekcje (bo zabierają one jednak sporo czasu na przygotowanie, a z pewnością chcesz notatnika zacząć używać JUŻ), weź nawet jakiś brudnopis (czyli niekoniecznie inwestuj od razu w nowy notes) i spróbuj tak przez miesiąc. To zazwyczaj jest taki krytyczny okres, kiedy wyklarowują się pomysły i potrzeby, jak również decyzja, czy system jest dla ciebie. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, byś po tygodniu zmieniła styl, projekt, klucz, cokolwiek. Sama robię tak dość często. Prowadzę bujo do lipca 2015, ale nadal szukam i tworzę, myślę, przerabiam. Dlatego nie krępuj się również tego robić.
  • Nie musisz czekać do końca miesiąca, by zacznąć. Zacznij teraz, dziś! Nie przejmuj się tym, że twój pierwszy miesiąc będzie niepełny. To jest system, a nie notatnik na pokaz (choć, nie ukrywam, lubimy się chwalić naszymi „pięknisiami” 😀 ), więc ma przede wszystkich FUNKCJONOWAĆ I POMAGAĆ.
  • Jeśli nie masz lub nie umiesz wymyślić dla siebie zadań – wpisuj proste czynności dnia codziennego, takie jak „pościelenie łóżka”, „ugotowanie obiadu” (tak poważnie to obiad jest u mnie notorycznym wpisem, bo zazwyczaj mam na niego lenia 😉 ), „zrobienie prania”, „pójście z psem na spacer”, „obejrzenie serialu” itd. Możesz wpisywać takie bzdurne zadania, zwłaszcza jeśli wylatują ci z głowy. Nie muszą to być zadania-tytany, nawet odhaczenie takich drobnych, prostych czynności daje satysfakcję i poczucie kontroli nad własnym życiem i produktywnością. Nie masz wtedy wrażenia zmarnowanego dnia, tylko widzisz czarno na białym, że coś porobiłaś.
  • Nie bój się popełniania błędów, są one nieuniknione przy samodzielnym rozrysowywaniu notesu zanim znajdziesz „swój styl”. Może to trwać bardzo długo; jest to bowiem nieustający proces (u mnie nadal to ewoluuje, a bujo prowadzę już prawie 2 lata). W końcu nasze życie też się nieustannie zmienia. Pamiętasz, jakie miałaś poglądy dwa lata temu? Ja tak, bo moja matka ciągle się ze mną droczy, jakie to głupie tezy stawiałam. Dzisiaj mam inne poglądy. Za kilka lat znów ulegną zmianie. Twój bullet journal też taki będzie, dostosuje się do zmian panujących w twoim życiu. Pozwól mu na to.
  • Jeśli zdarzy Ci się pominąć dzień, tydzień, czy nawet miesiąc – nie przejmuj się. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy lepsze i gorsze chwile. Podobnie jak z dietą – jeden skok na chipsy czy czekoladę nie przekreśla twojego odchudzania, podobnie przerwa w bujo nie sprawia, że to przestaje być system dla ciebie. Mój przykład? Sama miałam przerwę w bujo przez kilka miesięcy po tym, jak rozpisując nowy miesiąc i wprowadzając do niego istotne zmiany (była to przełomowa chwila, gdy po paru miesiącach użytkowania prostego bujo zdecydowałam się odejść od stosowanego przeze mnie do tamtej pory prostego schematu Carolla i wprowadzić więcej kolekcji, śledzenia nawyków itd. które podpatrzyłam w Internecie) poważnie zachorowałam. Serio, siedziałam przy biurku z notesem, nagły ból nie do zniesienia, więc po kilkudziesięciu minutach jechałam już do szpitala z ostrym zapaleniem. Spędziłam w szpitalu ponad tydzień, a po powrocie zastałam notes na biurku – skojarzył mi się z tamtym bólem, cierpieniem i chorobą, więc zamknęłam go i wcisnęłam między książki na półce. Do tematu wróciłam po wakacjach, gdy przestałam ogarniać planowanie zadań, których się nazbierało, a bez notesu czy nawet kalendarza powstał w nich chaos i dezorganizacja. Przeprosiłam się z bujo i zasiadłam znów, zadania uporządkowałam. Nie żałuję i prowadzę notes do dziś.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże początkującym rozumieć i uporządkować sobie to, co o bujo wiedzieć trzeba, by ten system prawidłowo u ciebie funkcjonował. Jeśli macie jakieś pytania – coś jest niejasne, coś budzi wątpliwości – napiszcie pod spodem w komentarzu, chętnie wyjaśnię. 🙂

haule zakupowe, okazje zakupowe, przydasie, recenzje

Recenzja: cienkopisy Maped Graph’Peps

IMG_9482.jpg

W zeszły weekend wybrałam się do Auchan, gdzie w zasadzie za bezcen udało mi się kupić zestaw 10-ciu cienkopisów znanej mi zwłaszcza z lubianych przeze mnie piór, gumek do gumowania, linijek  i nożyczek, firmy Maped. Do kupienia jest również zestaw składający się z 20-tu cienkopisów, jak również zestaw „duo”, gdzie fizycznie otrzymujemy 10 cienkopisów, ale w 20 kolorach, albowiem cienkopisy są dwustronne.

W Auchan zapłaciłam za ten zestaw niewiele ponad 11 złotych, podczas gdy normalnie zapłacić za niego trzeba ok. 25 zł (za: allegro.pl), a za zestaw 20 sztuk już ok. 48 złotych (za: allegro.pl). W podobnej cenie plasuje się zestaw 10 dwustronnych cienkopisów z tej serii, co daje nam 20 kolorów. Cena za cienkopisy w wersji „duo” wynosi ok.44 złote (za: ceneo.pl). Daje nam to średnio 2,40 zł za jeden cienkopis.

IMG_9476-kopia.jpg

Zestaw 10 cienkopisów obejmuje dość standardowe kolory, czyli dostępne są dwa odcienie zielonego oraz niebieskiego, do tego kolor żółty, pomarańczowy, czerwony, różowy, brązowy i oczywiście czarny. Większość odcieni kolorów spotkamy w innych cienkopisach, takie jak Stabillo point 88, Rystor czy Staedtler, nie licząc czerwonego, który nie jest takim typowo „nauczycielskim” czerwonym, znanym z poprawnionych sprawdzianów, albowiem jego odcień jest trochę wygaszony, jakby wpadający w karmin. Mnie osobiście taka czerwień bardzo odpowiada. Ogólnie kolory są soczyste i żywe i mnie osobiście bardziej przypominają paletę Staedtlerów, niż Stabilo point 88 (poniżej na porównaniu widać różnicę pomiędzy różem Maped i Stabilo – Stabilo jest ciemniejszy).

IMG_9486.jpg

Jeśli chodzi o samą końcówkę, to muszę przyznać, iż wypada ona lepiej, niż Stabilo point 88, gdyż nie szarpie tak po papierze i bardzo przyjemnie się nią „sunie” po kartce. Od razu się z nią polubiłam i choć na codzień piszę w swoim bujo piórem Pilot Metropolitan Retro (zwanym też Pilot Retro Pop), to rozpisałam kolekcję z notkami na bloga w tym miesiącu właśnie czarnym i zielonym Mapedem.

Do słynnych (i drogich) Staedtlerów Mapedom jednak daleko, a to ze względu na pewien czynnik. Robiąc już pen test (a więc będąc ledwo po otwarciu opakowania) czarnym cienkopisem ten o dziwo… zrobił mi przerwę w pisaniu. Musiałam potem poprawiać napis. Po prostu zachował się, jakby się wypisywał. Po sekundzie wrócił do normalnego pisania, jednak to doświadczenie było dość niepokojące, jak na nowe cienkopisy. Może to kwestia tego, że leżały i były przecenione albo jest to jakiś wadliwy zestaw, albo to też trochę wina przechowywania – stały w pionie w kubku na biurku przez kilka dni. Może być też oczywiście tak, że one takie po prostu są, ale to byłaby ich niezmierna wada.

Z drugiej strony, na próbę zostawiłam jeden cienkopis (brązowy, bo nie lubię tego koloru – wbrew słowom Rynkowskiego. Także żeby nie było mi żal, wybrałam do testu właśnie brąz 😀 ) otwarty na pół godziny i nie wysechł, co przy np. Stabilo już by się stało i potrzebowałby on chwili na rozpisanie się (lub umarł bezpowrotnie). Tutaj jednak nic takiego się nie stało i Maped normalnie zaczął pisać, co jest wielkim plusem! 🙂

IMG_9481-kopia.jpg

Jak się prezentują Mapedy w porownaniu z innymi cienkopisami? Nie posiadam Rystorów, więc nie mogłam ich uwzględnić w zestawieniu, ale wykorzystałam 3 posiadane przeze mnie kolorowe cienkopisy: Stabilo point 88 0.4, Staedtler triplus fineliner 0.3 oraz Pentel Energel 0.7. Tu warto zauważyć, że Maped Graph’Peps mają końcówkę 0.4.

Nie licząc tego jednorazowego problemu z przerwaniem, Mapedy dość dobrze wypadają, a to ze względu na gładkość pisania. Końcówka, choć wynosi 0.4, to jest grubsza od Stabilo (0.4) i tym bardziej od Staedtlera (0.3). Mało tego, wypada ona grubiej niż Pentel Energel 0.7 (choć to akurat żelopis), co mnie dość zaskoczyło. Na początku nie byłam tą grubością zachwycona, ale po rozpisaniu poniższej strony w bujo zmieniłam zdanie:

Image002.png
Tekst jasnozielony i czarny został napisany Mapedami, natomiast nagłówek za pomocą Tombow dual brush pen.

Ogólnie rzecz biorąc, Mapedy mogę polecić, ale tylko w cenie promocyjnej. Mając do wydania ok. 50 zł za zestaw 20-tu Mapedów, zdecydowanie poleciłabym zakupić w tej cenie zestaw 10-15 cienkopisów Staedtler triplus fineliner (za: allegro.pl), które (jak dla mnie) nie mają sobie równych. 🙂 Lub też odłożyć trochę i szarpnąć się na większy ich zestaw, jeśli zależy wam na dużej ilości różnych kolorów.

A Wy jakich cienkopisów używacie? Wolicie kupować markowe, droższe, czy też posługujecie się cienkopisami tańszymi/no name? Jakie są wasze doświadczenia? Podzielcie się nimi w komentarzach! 😉

 

 

okazje zakupowe, początki, przydasie, washi

Bullet Journal niskobudżetowy

Ostatnio zarówno na grupie Bullet Journal Polska, jak i na amerykańskich grupach o bullet journal przewija się pewne pytanie: czy chcąc założyć swój bullet journal muszę kupić drogi notatnik i akcesoria do niego?

Odpowiedź brzmi nie. Absolutnie NIE!

Wbrew pozorom bullet journal, choć jest przede wszystkim systemem planowania opracowanym przez Rydera Carolla (za: www.bulletjournal.com), to dla wielu osób go prowadzących stał się swego rodzaju hobby i miejscem wyżycia się artystycznego. Ale to wcale nie oznacza, że twój „bujo”, jak jest popularnie zwany bullet journal, też musi być kolorowy i napakowany tymi dodatkami, których używają inni!

Nie mniej jednak ta dyskusja i to pytanie powtarzane przez wiele osób, które o bujo dopiero usłyszały i chciałyby spróbować wprowadzić ten system u siebie, spowodowało, iż w pierwszej notce na blogu postanowiłam właśnie przedstawić kilka propozycji zestawów „na start”, jeśli nie dysponujecie dużym – lub prawie wcale – budżetem. Przeszłam się więc po sklepach i skomponowałam takie zestawy w poniższych przedziałach cenowych.

W tym miejscu dodam tylko dwie uwagi – po pierwsze, starałam się maksymalnie wykorzystać każdy budżet, tj. mając do wyboru zeszyt 60k lub 80k, wybierałam ten 80k, jeśli tylko budżet mi na to pozwalał. Wynika to z tego, iż starałam się kierować zasadą, że jeśli mogę wydać kilka złotych więcej, to wolę zakupić przedmioty albo o lepszej jakości, albo takie, które dłużej mi posłużą.

Oczywiście, nie wszystkie przedmioty za przysłowiowe grosze są słabej jakości. Czasem można trafić na gratki, ale to już oczywiście zależy od waszego miejsca zamieszkania i dostępnych tam sklepów oraz promocji. Ja sama zaczynałam bujo w zwykłym zeszycie w kratkę z Biedronki i mieszkam w małym, gminnym mieście, gdzie artykuły papiernicze można kupić albo w miejscowej księgarni albo w Pepco. Po inne muszę się wybrać do najbliższego miasta powiatowego lub też do okolicznych wsi – bo wbrew pozorom lokalne sklepy typu „wszystko dla wsi” oferują naprawdę fajny, podstawowy asortyment papierniczy i mają niskie ceny! Zresztą, niektóre rzeczy z poniżej skomponowanych zestawów pochodzą właśnie z nich. 😉

Drugą zasadą, jaką się kierowałam, jest fakt, iż starałam się, by propozycje się nie powtarzały, bo oczywiście można je przetasować i skomponować z nich w ten sposób sporo zestawów. Ja przedstawiłam po jednym na kategorię, choć oczywiście dałoby się ułożyć ich więcej, inaczej dobierając produkty.

W każdym razie, już bez zbędnych ceregieli, oto moje propozycje:

Do 20 zł:

01.jpg

W Auchan udało mi się upolować nie lada gratkę – cienkopisy dobrej firmy Maped dostałam za zaledwie 11 zł, choć normalnie za ten zestaw trzeba wyłożyć ponad 20 zł w sklepach online, a co dopiero w stacjonarnych sklepach, które zazwyczaj mają wyższe ceny. Ponadto skusiłam się na zeszyt 80-kartkowy w linię (były też warianty w kratkę lub gładkie – to już zależy od waszych upodobań, który byście wybrali) za 2 zł. Następnie udałam się do Pepco, gdzie leżały przecenione, świąteczne taśmy washi (3 szt.) za zaledwie 4,99 zł. Kolorystyka taśm jest złoto-srebrna i choć faktycznie kojarzy się z Bożym Narodzeniem, to ze względu na ich uniwersalne wzory można z powodzeniem wykorzystać je na codzień. Naklejki kupiłam w Biedronce, były przecenione na 1,99 zł. Ołówek natomiast dostałam gratis na poczcie – bo pozbywali się akurat zalegającego asortymentu i rozdawali je każdemu, kto przyszedł odebrać/nadać przesyłkę.

Produkty:

  • Zeszyt Denmark 80k linia/kratka/gładki (Auchan: 2 zł)
  • Cienkopisy Maped (Auchan: 11 zł)
  • Taśmy washi 3 szt. (Pepco: 4,99 zł)
  • Ołówek (Poczta Polska: gratis)
  • Naklejki z sowami (Biedronka: 1,99 zł)

RAZEM: 19,98 zł

Do 20 zł (wariant 2):

04.jpg

Dzięki sugestii Magdy Stachowiak powstał ten właśnie wariant. Jeżeli zamiast skupić się na narzędziach do pisania, wolicie kupić lepszy notes – drugi wariant przy budżecie wynoszących 20 zł powinien was na początek zadowolić. 🙂 W skład wchodzi osławiony wśród polskich „bujoistów” Memobook (nota bene jest to polska marka!), który oferuje notes z kartkami… w kropki. Jeśli nigdy z takim nie mieliście do czynienia, a dobrze się czujecie w zeszytach w kratkę, to gorąco polecam spróbować! Kropki stanowią miły kompromis pomiędzy zeszytem gładkim, a kratką, która jednak przy rysowaniu czy pisaniu daje pewne punkty odniesienia i ułatwia pisanie i rysowanie. Kropki jednak nie są przy tym tak „nachalne” (w sensie: bardzo widoczne, gdy coś na nich narysujemy), jak kratka. Memobook oferuje kilka okładek do wyboru, które są twarde, a jego format jest większy od standardowego zeszytu A5, ale mniejszy od A4.

Do tego w zestawie załączyłam cienkopisy z Biedronki (4,99 zł/zestaw), długopis Toma z gwiazdką (1,20 zł) oraz zestaw 3 taśm washi (3,90 zł), na zdjęciu w dwóch wariantach wzorów i kolorów, które były dostępne w sklepie. Narzucony budżet pozwala jednak na zakup tylko 3 takich taśm, tak więc trzeba się zdecydować na trójkę po prawej lub lewej stronie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by kupić oba zestawy i wydać więcej niż 20 zł, ale na potrzeby tego zestawienia trzeba się zdecydować tylko na 3 taśmy.

Produkty:

  • Notatnik z kartkami w kropki Memobook (Świat Książki: 9,90 zł lub 7,92 zł z Kartą Dużej Rodziny)
  • Cienkopisy 8 szt. (Biedronka: 4,99 zł)
  • Długopis Toma w gwiazdki (Poczta Polska: 1,20 zł)
  • Taśmy washi 3 szt. (Matras: 3,90 zł/zestaw)

RAZEM: 19,99 zł (lub 18,01 zł z Kartą Dużej Rodziny)

Do 10 zł:

03.jpg

Paradoksalnie ten zestaw zawiera więcej rzeczy, choć jest tańszy od poprzedniego! 😀 Tutaj postawiłam jednak na cieńszy zeszyt, bo 60-kartkowy ze sklepu „wszystko dla wsi” (1,50 zł), zlokalizowanego w sąsiedniej wsi. W tym samym sklepie kupiłam też ołówek (1 zł) i gumkę (0,50 zł). W Netto zdobyłam na wyprzedaży pisaki za 3 zł/zestaw oraz zakreślacze za 2 zł/zestaw. Inną możliwością, jaką tutaj miałam, było wybranie zestawu ośmiu cienkopisów w Biedronce (4,99 zł/zestaw). Do pisania ogólnego wybrałam słynny i popularny długopis firmy Toma z gwiazdkami, który na lokalnej poczcie kupiłam za 1,20 zł.

Produkty:

  • Zeszyt TOP-2000 60k kratka/linia (Sklep „wszystko dla wsi”: 1,50 zł)
  • Pisaki (Netto: 3 zł)
  • Zakreślacze (Netto: 2 zł)
  • długopis Toma z gwiazdkami (Poczta Polska: 1,20 zł)
  • Ołówek BIC Evolution HB (Sklep „wszystko dla wsi”: 1 zł)
  • Gumka (Sklep „wszystko dla wsi”: 0,50 zł)

RAZEM: 9,20 zł

Bujo za 1 zł:

02.jpg

Okładka może nie porywa wzorem, jak poprzednie, ale zeszyt na pewno spełni swoje zadanie. Ponieważ ciężko by było zakupić ołówek/długopis za 35 groszy, które pozostały mi w budżecie, ponownie zaproponowałam ten sam ołówek, jak również długopis, który dostałam za darmo jako gratis do zakupów w spożywczaku. Istnieją jeszcze inne możliwości zdobycia długopisu, ale o tym w ostatniej kategorii… :>

Produkty:

  • Zeszyt TOP-2000 60k linia (Matras: 0,65 zł)
  • Ołówek (Poczta Polska: gratis)
  • Długopis z piłką (Znana firma produkująca makaron: gratis)

RAZEM: 0,65 zł

Bujo…za darmo?!

Tak, tak, to jest jak najbardziej możliwe i wbrew pozorom nie takie trudne do zrealizowania! Pamiętacie ten ołówek, który dostałam za darmo? No właśnie! Jeśli dobrze się rozejrzeć, popytać, to można spokojnie prosty zeszyt/notatnik zdobyć gdzieś za darmo. Możesz przykładowo:

  • Upolować go jako gratis do innych zakupów (patrz mój ołówek),
  • Poszukać uszkodzonego egzemplarza i wynegocjować dorzucenie go jako gratis do innych zakupów, np. spożywczych. W niektórych przypadkach sklepy same oferują taki produkt dla chętnych,
  • Poprosić o notatnik i długopis w instytucjach takich jak banki (mają swoje, firmowe), urzędy (tu warto rozejrzeć się po korytarzach, często różne firmy zostawiają swoje oferty na parapetach, czy stolikach – w ten sposób kiedyś notatnik zabrałam do domu),
  • Przejść się na targu, gdzie firmy nagminnie rozdają swoje materiały promocyjne i często są to właśnie długopisy, ołówki, notesy, foldery (z logiem firmy, ale w końcu to jest DARMOL!). Podobnie warto odwiedzić stronę Unii Europejskiej, która w ramach swoich programów często oferuje wysyłkę darmowych materiałów (wysyłka też darmowa).
  • Poszperać w swoich starych rzeczach szkolnych, być może ostał Ci się gdzieś albo czysty albo ledwo napoczęty zeszyt lub inne artykuły papiernicze, które możesz wykorzystać,
  • Zamiast linijki użyć brzegu zeszytu, książki w twardej okładce, pudełka, widelca itd,
  • Popytać rodzeństwo (zwłaszcza takie, które chodzi do szkoły), rodzinę, krewnych, sąsiadów, znajomych, czy nie mają czegoś „na zbyciu”. Zawsze możesz się zaoferować, że zrobisz dla nich coś w zamian (co w szczególności tyczy się rodzeństwa, hahaha… ) lub pomożesz przy czymś.

A wam za ile udało się skomponować wasz pierwszy zestaw do bullet journal? Zainwestowaliście w zwykły zeszyt, czy od razu porwaliście się na drogi notatnik? Pochwalcie się w komentarzach. 🙂

ogłoszenia

Witajcie!

Blog, który przed sobą macie, będzie traktować stricte o bullet journal, które w Polsce staje się – podobnie jak za oceanem – coraz popularniejszym i rozpoznawalnym systemem planowania. Czym dokładnie jest bullet journal, skąd się wziął, jak takowy założyć, do czego go używać będę pisać w dalszych postach.

Kim jestem? Na imię mi Agnieszka. Jestem aktywną członkinią grupy Bullet Journal Polska, jak również kilku zagranicznych. Za namową zarówno osób, które tam poznałam i z którymi łączy mnie wspólna pasja, jak również dzięki znajomym, którzy na własne oczy widzieli mojego bullet journala i gorąco mnie zachęcali, bym „coś z tym zrobiła i pokazała to wreszcie innym”. 😉